Universitas rediviva

Defraudacja talentów

Zła passa polskiego szkolnictwa utrzymuje się od niemal trzydziestu lat. Ostatnią formacją pokoleniową, której się trochę w szkole poszczęściło, były roczniki wyżu demograficznego połowy lat 50. Gdzieś między dwudziesto- a trzydziestoleciem PRL-u edukacja mogła odetchnąć głębiej dzięki inwestycjom szkolnym systemu sowieckiego w dobie postalinowskiej, dzięki październikowym i kościelno-milenijnym zjawiskom odrodzenia narodu oraz odszczelnieniu żelaznej kurtyny w okresie budowania Gierkowskiej „drugiej Polski”. Gdy powiew inteligenckiego ducha i odzyskiwanie polskiej pamięci pomieszały się z lekturami książek z Zachodu i z przekazem anten satelitarnych, powstał klimat formujący generację Solidarności.
Tymczasem od drugiej połowy lat 70., z nasileniem procesu w dekadzie następnej, obserwowano zmniejszenie udziału młodzieży w uczelniach wyższych. Kryzys dotknął ogółu młodzieży, lecz w różnych środowiskach przejawiał się on ze zmiennym natężeniem. Studentem stawał się co 2-3 absolwent szkoły podstawowej, pochodzący z rodzin inteligencko-urzędniczych, co 14 reprezentant młodzieży robotniczej i tylko co 23 uczeń ze środowiska chłopskiego. Struktura społeczna zastygła na beton, a przy tym jeszcze działały nieodłączne od komunizmu, politycznie uwarunkowane, deformacje awansu społecznego (tzw. negatywna selekcja). Także materialne standardy życia młodzieży nieprzerwanie pogarszały się w ciągu lat 80.

Problemy do rozwiązania przy „okrągłym stole” dotyczyły nie tylko niezaspokojonych aspiracji społecznych i obywatelskich Polaków. Widoczna już była w pełni ruina gospodarki i zniszczenie środowiska przyrodniczego. Może najkonkretniej doświadczano dewastacji duchowej kraju, ale ten problem nad problemami zbywano pustymi ogólnikami. Rząd Mieczysława Rakowskiego deklarował, że główne siły rozwoju Polski upatruje w przedsiębiorczości twórczości intelektualnej – cóż bardziej oczywistego? Z początkiem roku 1989 Sejm...
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: