Gadające białogłowy

W repertuarze mnóstwo nowych programów i seriali: „M – jak miłosierdzie”, „Plebania” co trzy godziny, „Lustrowanie na żądanie”, „Teoria względności wg Wildsteina”, program sportowy „Skok o teczce”, a co wieczór „Wpadamy do Kazimierza” na konferencje prasową.

Wszystko zaprogramowałam perfekt. Naraz budzę się, patrzę, a tu, cholera, wybory wygrał Tusk.

Na szczęście to był tylko zły sen, drugi raz obudziłam się, już normalnie, w redakcyjnej kaplicy. Poprawiam worek pokutny i lecę na odprawę u ojca dyrektora naczelnego. W dworakach. Co ja mówię, na czworakach.

Pani Monika: Ślicznie, a teraz może o swym śnie opowie nam pani Zyta.

Pani Zyta: Mój sen był jeszcze bardziej koszmarny. Ko-szmar-ny! Śniło mi się mianowicie, że jestem Renatą Beger. Wszystko na miejscu: tu immunitet, tu warkocz, tu kurwiki. I jestem strasznie zdenerwowana, bo jutro poprawka z matury, pojutrze egzamin na trzeci rok studiów, a za dwa tygodnie otwarcie przewodu doktorskiego. Strach, bo nie ma się na kim oprzeć. Z prawej Giertych, z lewej Lepper, na kolanach Kaczyński. Z tych nerwów aż się obudziłam. I co widzę? Z prawej Giertych, z lewej Lepper, na kolanach Kaczyński. A Marcinkiewicz woła „Pokaż budżet!”. Po prostu strach.

Pani Monika: Należy tylko współczuć. Mamy jeszcze jedną rozmówczynię, osobę oczywiście incognito, panią Jolantę, Pierwszą Damę na wychodźstwie. Proszę.

Pani Jolanta: Trudno nawet powiedzieć, czy to był sen... Ocknęłam się w środku nocy, na granicy snu i jawy, ciemno – nie wiem, gdzie jestem, z kim? Owszem, wiem, że jestem pierwszą damą, ale czyją? Jedno wiem na pewno, że nie Altzheimera... Macam po ciemku po nocnej szafce – jak natrafię na ciemne okulary i kaburę – znaczy się Wojtek. Nic nie wymacałam! Idę do schowka na miotły. Jak znajdę tam wędkę i wiadro z robakami, znaczy się Lechu. Nic! Otwieram szafę i... a psik! Czyżbym miała uczulenie na kota brata Kaczyńskiego...?

W desperacji podnoszę...
[pozostało do przeczytania 16% tekstu]
Dostęp do artykułów: