Unia na zakręcie czy na równi pochyłej?

W jakim stanie zastało Unię Europejska największe wyzwanie dla Starego Kontynentu od II wojny światowej – czyli zaraza XXI wieku? Unia pokazała swoją totalną bezradność, nie reagując na czas, nie przygotowując w praktyce żadnych działań transgranicznych. Wpadła we własne sidła, wcześniej zastawiane na poszczególne państwa członkowskie.

Gdy reprezentowałem Parlament Europejski w Rzymie podczas uroczystości 60-lecia Traktatów Rzymskich – było to wiosną 2017 roku – przywódcy Unii sprawiali wrażenie sytych, tłustych kotów, u których samozadowolenie ściga się z wysokim mniemaniem o sobie i z wiarą w „świetlaną przyszłość” Unii Europejskiej. 

Unijny samozachwyt – wyborcze paliwo „wrogów Europy”
Jesienią 2017 roku miała rozpocząć się – i tak już przesunięta – debata o unijnym „czasie przyszłym” i reformach koniecznych, aby Unia stała się mocniejszym graczem globalnym w gospodarce i geopolityce. Pewnie mało kto wtedy przypuszczał, że kipiąca samozadowoleniem wnuczka Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali oraz córka Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, pełna samozachwytu nad sobą, właśnie znalazła się na równi pochyłej. Plany reformy Unii szlag trafił już pół roku później, gdy okazało się, że państwo „numer 1” w UE, czyli Niemcy, ku osłupieniu Starego Kontynentu i całego świata, nie są w stanie wyłonić rządu. A przecież to właśnie było powodem (albo pretekstem) odłożenia debaty o reformach Unii. Początkowo miano ową dysputę – w tych dysputach UE jest mistrzem – rozpocząć w Rzymie, ale uznano, że wypada poczekać na sformowanie rządu w Berlinie – choć i tak wiadomo, że rządzić będzie kanclerz Merkel... Tyle że Bundestag biedził się nad wyłonieniem czwartego gabinetu „Frau Kanzlerin” pół roku, choć i tak nie został pobity rekord w kategorii „państwo bez władzy” – to rekord Królestwa Belgii, które przez 535 dni (sic!) funkcjonowało bez rządu wyłonionego w wyniku wyborów. Gdy w RFN okaleczona „Mutti” wreszcie stworzyła...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: