Miasto Łazarza z Betanii

czerniecki.net
Na kamienicy przed kawiarnią wisi duży poster. Na nim zdjęcie ikony jakiegoś świętego. I napis informujący czytającego, że miejscowość, w której właśnie się znalazł, mieści się w zaszczytnym gronie 20 miast nieprzerwanie zamieszkanych przez 4000 lat.

Nicolaus! Nicolaus! – po ulicy rozchodzi się niski, chropowaty głos. Drobny, brodaty mężczyzna wychodzi zza rogu odrapanego domu. To właśnie on wołał. Teraz, widząc czekającego na niego w swoim wiekowym samochodzie kolegę, delikatnie się uśmiecha. – Długo już czekasz na mnie?
– Nie, nie… – odpowiada drugi, powoli wydostając się z auta. – Niedługą chwilkę.
– Chodź, możemy zaczynać. Co u ciebie, brachu?
Siwy, acz bardzo modnie ostrzyżony starszy mężczyzna troskliwie obejmuje przyjaciela i prowadzi go po kilkustopniowych schodkach na górę.
Po chwili obaj znikają w przestronnym pokoju, który brodaty mężczyzna specjalnie na tę okazję przed chwilą otworzył. Nie trzeba bardzo się starać, aby zajrzeć do środka. Z ulicy widać wszystko. Leżanka pod ścianą. Po przeciwnej stronie stary telewizor. I samotny fotel pośrodku. Z biureczkiem oraz lustrem obok. To lokalny zakład fryzjerski. A ten drobny mężczyzna to najwidoczniej tutejszy fryzjer. Umówiony klient czekał cierpliwie. We własnym aucie. Pod domem. W spokoju. W cudownej niespieszności. Sympatyczna scenka niebogatych cypryjskich emerytów, którzy kontemplują życie. Kontemplują w najlepszy z możliwych sposobów. Razem z innymi.
W Larnace nadal zima. Przynajmniej patrząc na kartki kalendarza. Turystów więc tutaj, jak i na całym Cyprze, raczej niewielu. Zakłady, warsztaty i inne gabinety usługowe otwierane są tylko na specjalne żądanie tutejszych mieszkańców. Sąsiad sąsiada zna. Pomoże. A może po wykonanej pracy zaprosi nawet na kawę. Do siebie. Za ścianę.

Obawa o sąsiedztwo
Idę raźno dalej. Do zachodu zostały przynajmniej cztery i pół godziny. Leniwa perspektywa. Kilkaset metrów dalej...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: