Park dinozaurów

Jak kraj długi i szeroki słychać pytanie, co zrobić ze „zdrowym jądrem Sądu Najwyższego”? (Zdrowym, nie myślę o tzw. mianowańcach prezydenta Dudy – jak nazywa ich totalna opozycja). Pomysłów jest kilka. I choć najwłaściwsze byłoby odesłanie całej kasty w stan wiecznego spoczynku, nasz dobrotliwy charakter narodowy wyklucza takie rozwiązania. Nie wchodzi w grę podarowanie całej „pięćdziesiątki+” jakiemuś krajowi mającemu autentyczne kłopoty z praworządnością, na przykład Turcji czy Korei Północnej – bo tam czcigodne ciało nie przetrzymałoby doby. Również nie wchodzi w grę dokooptowanie go do TSUE, bo jak wiadomo, Trybunał ten lubi sprawiać kłopoty Polsce, ale już sobie niekoniecznie.

Właściwie wysyłając swoich kolegów z Izby Dyscyplinarnej na płatne bezrobocie, Sąd w swej mądrości wskazał nam kierunek działania. Stan wyższej użyteczności publicznej. To jest to. Oczywiście pojawiłyby się głosy, dlaczego fundujemy tak pogodną starość tym wszystkim nominatom od Jaruzela po Komora. Odpowiem – należy się. Za wszystko! A poza tym kryłby się w tym przedsięwzięciu walor edukacyjny. Czy realny? Jest taka możliwość.

Oto stoi w Warszawie pałac. Józefa Stalina, który – jak wiadomo – był wielkim miłośnikiem prawa, i choć wprawdzie wysyłał prawie tysiącami do piachu prokuratorów i czekistów, to sędziów nie ruszał. Od lat wypływają pomysły, żeby ten PKiN rozebrać, ale po pierwsze się nie da, a po drugie po co? Można by przecież w ramach Muzeum Komunizmu utworzyć tam skansen „celebrytów sprawiedliwości”, gdzie każdy zwiedzający mógłby oglądać te żywe skamienieliny z minionych okresów. Wesołych pensjonariuszy (w togach albo w kostiumach kąpielowych) otaczałyby wirtualne fantomy ich ofiar, ludzi wykończonych lub przynajmniej zgnojonych przez wymiar sprawiedliwości. Dzięki intercomom można by nawet, pomimo szyby, zadawać każdemu pytania, dlaczego robił to, co robił, a w kiosku w hallu głównym nabyć maskotkę w postaci plastikowej pani Gersdorf (...
[pozostało do przeczytania 16% tekstu]
Dostęp do artykułów: