Wehikuł czasu

Świat poznany versus świat wciąż nieodkryty. Pejzaż oswojony versus to, co nowe, nieznane. A czasem wręcz dziwaczne. Na styku trzech latynoskich państw, otoczony nieprzejednaną zieloną selwą znajduje się skrawek świata, który wciąż czeka na odkrycie. Który zdaje się posiadać pradawną wiedzę sprzed lat. Setek milionów lat.

Mamy pozwolenie! Szaman się zgodził! Jutro wyruszamy! – José wydaje się bardzo podekscytowany.
– To znaczy, że mamy zielone światło, tak?... – Mariusz jakby nadal nie dowierzał.
– Tak, otrzymaliśmy oficjalną zgodę, aby udać się na szczyt. W sumie mało kto teraz o nią pyta… – zawiesza na chwilę głos dwudziestokilkuletni Indianin. – Ale ja wolałem się upewnić. To zawsze wychodzi bardziej elegancko. A teraz idź i wyśpij się dobrze, Mario. Najbliższe trzy dni będą bolały…
Tej nocy Mariusz nie może długo zasnąć. W końcu przyjechał do Wenezueli specjalnie dla tego miejsca. Śnił o tych górach od dawna. Ich niebanalny charakter, baśniowe kształty sprawiły, że dał się złapać w pułapkę roztaczanego przez nie uroku. Jak zresztą każdy turysta, przed którym sprytny naganiacz biegający po ulicach 400-tysięcznego Ciudad Bolívar, otworzył mocno nadgryziony zębem czasu album ofert lokalnych biur podróży. Tam zaś wśród gamy ofert spływu nad deltę Orinoko do Indian Waraho czy podniebnego lotu nad największym wodospadem świata Salto Angel była także ta. Jedyna, na którą kilka dni temu ostatecznie skusił się sam Mariusz. Wiążąca się z kilkoma dniami zdrowego wysiłku. Z nieprzewidywalną aurą. Z ryzykiem braku zgody ze strony szamana na wejście. Wreszcie jednak: z nieprawdopodobnym wręcz dreszczykiem emocji. 
Kto bowiem nie chciałby – choćby na kilka krótkich chwil – cofnąć się kilkaset tysięcy lat w przeszłość, by na kilkanaście godzin znaleźć się pośrodku prahistorycznej ciemnej dżungli? Tej, która pamięta skradające się w jej runie dinozaury. Tej, którą zdobią rośliny niespotykane gdziekolwiek na świecie. Kto?...
[pozostało do przeczytania 86% tekstu]
Dostęp do artykułów: