Homolobby, klerykalizm i stare herezje

Jeśli ktoś sądzi, że film braci Sekielskich czy nawet list biskupów polskich kończy sprawę pedofilii i skandali seksualnych w Kościele w Polsce, to jest albo naiwny, albo nie ma pojęcia, jaki scenariusz jest obecnie u nas realizowany. Problem polega tylko na tym, że w odpowiedzi na jego realizację nie wystarczy pokrzykiwać, lecz trzeba realnych i głębokich działań.

Polska nie jest pierwszym krajem, w którym przez skandale seksualne w Kościele rozpoczęto projekt pozbawienia katolicyzmu autorytetu moralnego. Wcześniej identyczny scenariusz zrealizowano w Irlandii, Stanach Zjednoczonych czy Chile (by wymienić tylko te najbardziej znane miejsca). I wszystko zawsze wyglądało tak samo. Najpierw mocny film ze świadectwami, potem kolejne ujawniane skandale, przyznający się do błędów biskupi, odwoływanie hierarchów, a w efekcie upadający na łeb na szyję autorytet instytucji Kościoła, stopniowa laicyzacja i wreszcie wykluczenie i samowykluczenie katolików z debaty publicznej (pod zgrabnym hasłem: „najpierw załatwcie swoje sprawy, a potem pouczajcie innych). Czy w Polsce nie będzie identycznie? Wiele wskazuje na to, że będzie i że również u nas z podziwu godną precyzją realizowany jest identyczny scenariusz.

Sami dowieźliśmy drewno na nasz stosik
Diagnoza ta, uznanie, że obecne ataki są elementem wojny cywilizacji, walki z Kościołem, w niczym nie zmienia faktu, że winę za to, że ta druga strona ma broń w rękach, ponoszą ci, którzy przez lata spraw nie załatwili, nie posprzątali, kryli przestępców, udawali, że nie ma problemu, chowali głowy w piasek. Tylko ktoś kompletnie pozbawiony wyobraźni mógł myśleć, że scenariusz, który pozbawił autorytetu Kościół w Irlandii czy USA, nie zostanie zrealizowany w Polsce, jeśli tylko będzie ku temu okazja. Takaż sama osoba mogła sądzić, że jeśli sami nie załatwimy sprawy, to nikt nam jej nie wyciągnie. Jest oczywiste, że jeśli w debacie publicznej (czy w starciu cywilizacji)...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: