Wybór

Polacy to dziwny naród. Niepamiętliwy, często rozleniwiony. Do czasu. Istnieją w nim bowiem struny, których nie radzę podrażniać. Nagle łagodny misiek przypomina sobie, że jest niedźwiedziem. Przed niedawnymi eurowyborami sprzysięgły się wszystkie moce przeciwników Dobrej Zmiany. Krajowe i zagraniczne. Miał to być bój ostatni. Berezyna, Lipsk, Waterloo w jednym, kiedy bezradny okazał się nawet geniusz na miarę Napoleona. Nie wyszło. Nasz Mały Naczelnik w niepojęty sposób przejrzał rozliczne zasadzki i znalazł sposoby, na które miało nie być lekarstwa. No i w rezultacie mieliśmy Jenę, Austerlitz, a nadchodzi Wagram! Przeciwnik poderwał do boju nauczycielskie kadry, zaatakował rzekomymi aferami i wreszcie uderzył w Kościół, licząc, że napuści owczarnię na swych pasterzy. I przesadził. W pogardzie i kompletnym niezrozumieniu duszy Polaka, który co prawda może podkpiwać sobie z pojedynczych proboszczów, rozpowiadać żarty o ministrantach, ale gdy spróbuje mu ktoś pohańbić Panią Jasnogórską... Biada! Wybory mieli wygrać młodzi, wykształceniu z wielkich miast. Przy dotychczasowej frekwencji miało to wystarczyć. Kto przewidywał pospolite ruszenie wsi i miasteczek? Podziękujmy propagandzistom z Czerskiej i Wiertniczej, „autorytetom” wszech nauk, luminarzom sztuki i Cesarzowi z Brukseli, który wpadł osobiście pouczać ciemny lud, jak zasłużyć na legitymację Europejczyka. Ale i bez tego czy mogło się udać? Schetyna zachował się jak kucharka, która do jednego garnka
     
50%
pozostało do przeczytania: 50%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze