Gdy chrust staje się niepotrzebny

Przyjechali z różnych stron świata. Niektórzy wydają się bardzo podekscytowani „świętą kąpielą”, która nastąpi za chwilę. Część oczekuje swojej kolejności w ciszy i spokoju. Czarnoskóry mężczyzna siedzący samotnie na końcu odmawia różaniec. Przed nim czteroosobowa rodzina. Jeszcze nie wiedzą, że będą się musieli rozdzielić. Hrabia Bernard – belgijski polityk i mecenas nauk – dobrze zna wartość swojego ulubionego pracownika. Piotr przecież nigdy go nie zawiódł. W przyszłym roku na swoje sześćdziesiąte urodziny hrabia będzie chciał go szczególnie uhonorować. Jakoś się odwdzięczyć. Ale to dopiero za rok. Póki co Piotr musi się jeszcze troszkę pomęczyć. I zasłużyć. Choćby pracą przy wycince drzewa. Robotnik biegnie więc pomóc innym w przypałacowym zagajniku. Na miejscu  prędko zabiera się do pracy. Odwraca się, aby chwycić opartą na pobliskiej sośnie siekierkę. „Uważaaaaj!” – gardłowy głos jednego ze ścinających konary przeszywa leśną głuszę. Za późno. Drzewo spada niczym gilotyna. Piotr nie zdąża z reakcją. Momentalnie czuje dziwne ciepło w okolicy lewego kolana. Pień drzewa miażdży mu nogę. Słychać krzyki kolegów. Piotr czuje, jak ktoś silną ręką pomaga mu usiąść. Wszystko jednak dzieje się jakby za mgłą. Mężczyźnie zaczyna zbierać się na mdłości. Zaraz zemdleje.Boso przez potok Gave Jak co czwartek Bernadetta ruszyła w las. Matka prosiła ją rano, aby naniosła nieco suchych gałęzi do palenia w piecu. Chrust w domu powoli się kończył.
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze