Różne twarze nienawiści

Zacznę od herezji. Jestem przeciw bezmyślnej walce z mową nienawiści. Bezmyślnej, bo w istocie w obecnym wydaniu sprowadza się do postbolszewickiej cenzury skierowanej przeciwko aktualnym politycznym przeciwnikom. Jeśli chce się na poważnie zająć tematem, to po pierwsze należy stwierdzić, że mimo wszelkich zaklęć nienawiść istnieje obiektywnie i żadne zaklęcia z arsenału poprawności politycznej jej nie wyeliminują. Zawsze wkurzać nas będzie inność, czyjś wygląd, zachowanie, poglądy. Można bajdurzyć o tolerancji, ale jestem przekonany, że nie uda się stworzyć człowieka w pełni beznamiętnego, wcześniej cały świat umrze z nudy. Oczywiście prawodawcy są w stanie urzędowo zakazać wyrażania swoich emocji, ale czy to oznacza, że wszelkie namiętności zanikną, czy raczej schodząc do podziemia, staną się bardziej niebezpieczne? Przez całe stulecia rolę kontrolera złych emocji spełniały: dobre wychowanie, Dekalog, wreszcie opinia publiczna. A gdy ciemna energia ludzkiej duszy wyrywała się spod jakiejkolwiek kontroli, wybuchała wojna likwidująca nadmiar osobników agresywnych i nienawistnych. Co istotne, ironia i satyra w skuteczny sposób rozładowywały stresy. Chociaż czy erupcja ludzkich nastrojów była przyczyną nieszczęść, czy raczej jej skutkiem? Choć historia wprawdzie realizuje się na ulicy, to przecież rodzi się w gabinetach i bunkrach dowodzenia, bywa zaprogramowana na chłodno, cynicznie, a zwykłym ludziom pozostaje w niej rola statystów. Wracając jednak do
     
52%
pozostało do przeczytania: 48%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze