LIPNA MIŁOŚĆ, LIPNA WOLNOŚĆ

Żargon zwolenników praw człowieka, wielbicieli wielokulturowości czy nieprzyjaciół wszelkich nakazów i zakazów i dziś pełen jest odniesień do abstrakcyjnej ludzkości. Ale nie chodzi tu, jak w chrześcijaństwie, o konkretnych bliźnich. Historycy idei ukuli nawet określenie „człowiek abstrakcyjny” jako przedmiot ostentacyjnej adoracji wszelkiej maści poprawiaczy świata – rewolucjonistów (ci – ludzi konkretnych – kierowali na gilotynę czy na Kołymę) czy kontrkulturowców, którzy dzieła klasyków palili na amerykańskich kampusach niczym naziści Heinego, Remarque’a czy Rilkego. Nie przypadkiem Joseph de Maistre pisał: „Widziałem w swoim życiu Francuzów, Włochów, Rosjan, etc.; wiem nawet, dzięki Monteskiuszowi, że można być Persem; ale co do człowieka, oświadczam, że nie spotkałem go w życiu; a jeśli istnieje, to nic o tym nie wiem”. De Maistre, a z nim de Bonald, rozwinęli w XVIII w. szeroki front walki z „człowiekiem abstrakcyjnym”. Czytając ich adwersarzy, ówczesnych pisarzy oświeceniowych, mamy wrażenie, jakbyśmy avant la lettre czytali współczesnych autorów postmodernistycznych. Bo czymże jest ów „człowiek abstrakcyjny”, jak nie indywiduum pozbawionym wszelkich mocnych tożsamości? To byt amnezyjny, bez tożsamości narodowej i religijnej, bez historii i historycznej pamięci. Ktoś napisał trafnie, że to osobnik bez dziadków i bez drzewa genealogicznego. Produkt uwielbianej już w czasach oświecenia „emancypacji”. Wyemancypowano „człowieka abstrakcyjnego” z jego kultury i
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze