POLSKA SZKOŁA... UNIKÓW

Spryciarzem nad spryciarze był tu Andrzej Wajda. Potrafił podobać się wszystkim zagranicznym jurorom, władzy, widowni, a nawet donoszącemu na kolegów filmowców Zygmuntowi Kałużyńskiemu. Po latach przemilczania pokazał przecież powstanie warszawskie w „Kanale”, a także młodego AK-owca strzelającego do komunistów, kreowanego znakomicie przez Zbyszka Cybulskiego w „Popiele i diamencie”. Sam jako młody widz nie chciałem dostrzegać propagandowej wymowy dzieła, tej kraty zamykającej wyjście z kanału czy śmierci Maćka Chełmickiego na śmietnisku historii – jak lepiej można było wyrazić bezsens oporu i logikę jedynej słusznej drogi, jaką niosła komuna? Na tle internacjonalistycznej perspektywy polskość okazywała się anachroniczną przeszkodą – co miały podkreślać utrwalane nieprawdziwe stereotypy – szarży ułanów na czołgi w „Lotnej” czy udziału Polaków w „ludobójczych” wyprawach do Hiszpanii i na San Domingo w „Popiołach”. Z satyrycznego „Wesela” Wyspiańskiego u naszego „Mistrza” pozostaje jedynie chocholi tan niezdolnej do czynu elity, mimo słusznych wysiłków postępowego chłopstwa, a nawet w najlepszym filmie „pana Andrzeja” – „Ziemi Obiecanej” – z trzech bohaterów najsurowiej naszkicowani są Polacy – w wykonaniu Olbrychskiego i Siemiona. I jak się dziwić nagrodzie na festiwalu w Moskwie? Właściwie każdy z ważniejszych filmów w tamtych czasach spełniał jakieś zamówienia polityczne. I znów, nie mówię o prymitywnych „Jasnych łanach”, „Leninie w Polsce” czy „Żołnierzu zwycięstwa”. „
     
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze