List do pana S.

Czekaliśmy na audiencję u wielkiego muftiego Kairu. Przyjechaliśmy trochę za wcześnie, zabijałem czas rozmową z Peterem. Mówię mu, że jego kraj wydał znakomitego historyka wieków średnich, że czytałem jego słynną książkę. Wymieniłem nazwisko i tytuł. Holender zrobił wielkie oczy. „No nie – myślę – aż takim nieukiem to ty chyba nie jesteś? A może?”. „To jakiś Węgier” – mówi Peter, a mi się nie chce wierzyć. W końcu literuję imię i nazwisko i oczywiście „Johan” się zgadza, ale to „u” czyta się po niderlandzku jak „a”, a „g” jak „h” – w związku z tym Huizinga brzmi wreszcie po niderlandzku tak jak trzeba.

Mufti lubi mówić, a nawet chyba bardzo lubi, ale ja myślę o „Złotej jesieni średniowiecza” , bo o niej mowa. W wiekach średnich dżuma, ospa, cholera dziesiątkowały miasta i kraje, ludzie masowo zarzynali się, a jednak średniowiecze miało tyle zalet! Takich, których dziś nie uświadczysz. Albo będziesz ich szukał pod mikroskopem. Bo w średniowieczu władcy poważnie traktowali swoje obowiązki. Elity wiedziały o swoich powinnościach. Jednostka umiała poświęcić szczęście osobiste na rzecz interesów własnej rodziny królewskiej, dynastii, państwa. Gdy po tylu wiekach w Indiach wciąż funkcjonują małżeństwa ustawiane przez rodziców i są one powszechnie akceptowane przez samych młodych, to przecież niczym innym nie była polityka dynastyczna w średniowiecznych Polsce, Francji, Niemczech, Włoszech.

A więc, drogi S., w Kairze, zwanym kiedyś ponoć Paryżem Bliskiego Wschodu, myślałem o niderlandzkim uczonym i o okresie, który na Starym Kontynencie zakończył się mniej więcej przed sześcioma wiekami. A potem cały czas w tym kontekście przypominał mi się Stary Ogrodnik z wiersza Miłosza „Piosenka o końcu świata”, który dowodził, że „innego końca świata nie będzie”. Buntowałem się przeciwko temu stwierdzeniu Starego Ogrodnika, potem po długich latach przestałem, ostatnio znów uwierzyłem, że może być inaczej, ale teraz widzę, że jednak innego...
[pozostało do przeczytania 46% tekstu]
Dostęp do artykułów: