SPRAWA SZYFRANTA – SPADEK PO WSI

Dla nas – odbiorców tych informacji, obie wersje zdają się brzmieć wiarygodnie, a brak racjonalnych dowodów do wykluczenia którejkolwiek z nich powinien powstrzymać zbyt wybujałą wyobraźnię. Warto jednak zauważyć, że zgodny chór tzw. czynników oficjalnych dywagujących o problemach osobistych żołnierza SWW brzmi mało wiarygodnie, zważywszy na standardową, ustawiczną kontrolę, jakiej poddawane są szczególnie ważne obszary przetwarzania i przekazywania informacji oraz osoby wykonujące zadania szyfrantów. Wewnętrzne procedury każdej służby powinny uniemożliwiać przypadki nieujawnionych „problemów osobistych lub zdrowotnych” na tym stanowisku, a jeśli doszło w tym zakresie do zaniedbań – ktoś powinien za nie odpowiedzieć głową. Tymczasem nic nie wiadomo, by ktokolwiek poniósł konsekwencje spektakularnego zdarzenia.

Jak twierdzi gen. Polko, szyfranci to bardzo mała grupa specjalistów, mających dostęp do dokumentów, których nie znają nawet generałowie. Człowiek wykonujący ten zawód musi być osobą spokojną, cierpliwą i dyskretną. Główne niebezpieczeństwo, na jakie te osoby są od początku przygotowywane, to werbowanie przez obcy wywiad. Agenci obcych służb nie tylko starają się przekupić szyfrantów, ale szukają innych sposobów na zmuszenie ich do współpracy, np. zbierając haki, by potem pozyskać szyfranta za pomocą szantażu. Dlatego szyfranci, zarówno przed przyjęciem, jak i w trakcie służby, są w sposób szczególny sprawdzani, tym bardziej że pracują w stresujących warunkach, np. przebywając przez wiele godzin w klaustrofobicznych, pozbawionych okien pomieszczeniach, które nie stwarzają komfortu pracy.

Dlaczego doszło do ujawnienia informacji

W sprawie wypowiedzieli się już niemal wszyscy eksperci, politycy i dziennikarze. Z większości tych wypowiedzi można wyprowadzić wniosek, że zaginięcie chor. Zielonki stanowi spektakularną kompromitację służb wojskowych i świadczy o fatalnym stanie naszego bezpieczeństwa....
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: