Przekłuwanie balonu radosnej propagandy

z Robertem Górskim z Kabaretu Moralnego Niepokoju rozmawia Magdalena Michalska.

Propaganda jest po to, żeby małe sukcesy rozdmuchiwać do dużych rozmiarów, a pomniejszać duże wpadki niekorzystne dla wizerunku rządu. Kabareciarzowi jest to bardzo łatwo wyśmiewać; to wdzięczny temat do zabawy. Przekłuwanie takiego balonu radosnej propagandy jest podstawowym składnikiem przynajmniej jednego naszego skeczu w czasie każdego występu.

Czy łatwo jest parodiować Donalda Tuska?

Tak. I sprawia mi to dużą satysfakcję i przyjemność. Zostałem z tą postacią utożsamiony i wielokrotnie na ulicy jestem pozdrawiany jako „pan premier”. Nawet ostatnio w samolocie pewien były minister zwrócił się do mnie w ten sposób. Więc to niejako dzięki premierowi stałem się popularny także w miejscach, do których kabaret jako taki wcześniej nie docierał. Skecze poświęcone posiedzeniom rządu cieszą się wielką popularnością, zwłaszcza w ostatnich czasach publiczność przyjmuje je entuzjastycznie.

Kto wywołuje ten entuzjazm: Pan czy premier?

Od 20 lat jestem z kabaretem na scenie, mam już pierwsze siwe włosy, więc pewnie te oklaski są także uznaniem dla mnie, nie tylko dla skeczu. To nie jest tak, że zawsze jest atmosfera niechęci wobec premiera Tuska i dzięki temu zyskuję poklask. Wiele osób nie odnosi się do niego nieżyczliwie, część odbiera go raczej jako rodzaj nieudacznika.

To dość odważne stwierdzenie.

Cóż, parodiuję jeden z najwyższych urzędów w państwie i robię to w telewizji publicznej. Nigdy nie miałem z tego tytułu żadnych nieprzyjemności; myślę, że atakowanie mnie nie posłużyłoby premierowi. On stara się raczej pokazywać, że ma poczucie humoru. „Na luzie” wspomniał w czasie Euro 2012, że ministrowie powinni dzisiaj „poharatać w gałę”, odnosząc się w ten sposób do mojego skeczu. Wtedy pierwszy raz sformułowanie „haratanie w gałę” weszło do języka, teraz ten zwrot...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: