Piękna i wódka

W pewnym momencie z Teresą Tuszyńską nikt nie chciał już pracować, ponieważ znana była z tego, że nie przychodziła na próby o czasie albo nie pojawiała się wcale. Wówczas rękę do niej wyciągnął Kazimierz Kutz, który zaproponował, że obsadzi ją w swoim filmie. Postawił jej jednak warunki: na planie ma być trzeźwa i wyspana, i powinna się uczyć swojej roli. Tuszyńska zgodziła się, dodała jednak, że sama ma jeden warunek: że Kutz się z nią prześpi. Reżyser odmówił. Wówczas Tuszyńska zaczęła czaić się na niego w krzakach i rzucać się na niego ze śmiechem, niby to usiłując wziąć go siłą.

Powyższą historię wspomina sam reżyser w rozmowie z Mirosławem J. Nowikiem, autorem książki „Tetetka”, w której zebrane są wspomnienia o Teresie Tuszyńskiej, złotym dziecku polskiego kina lat 60., kobiecie nie tylko o pięknej twarzy, lecz także mocnej, charyzmatycznej osobowości, aktorce, która mimo świetnego startu nie zrobiła oszałamiającej kariery, a o jej śmierci wielu dawnych znajomych dowiedziało się z opóźnieniem.
Nim jednak los odebrał Tuszyńskiej szansę na zrobienie owej kariery, do czego zresztą dziewczyna miała wszelkie predyspozycje, jej życie przez jakiś czas przypominało sen, PRL-owską wariację na temat współczesnej bajki o Kopciuszku. Tyle że książę odbiegał od bajkowego stereotypu i stąd może wszystkie późniejsze wypadki.
Ocalała z transportu do Oświęcimia
5 września 1942 r. w okupowanej Warszawie, w dzielnicy Wola, niedługo potem tak poszkodowanej w związku z odwetem okupanta za wybuch Powstania Warszawskiego, Antoniemu Tuszyńskiemu, 38-letniemu handlowcowi, i jego żonie, 26-letniej żonie Janinie, z domu Gontarek, urodziła się córka, Teresa. Para miała już wówczas 5-letniego synka, a miała doczekać się jeszcze trzeciego dziecka, także dziewczynki. Jak pisze Nowik, zagadką pozostaje, dlaczego jedynie Teresa używała nazwiska Tuszyńska, podczas gdy reszta rodziny zwała się Tusińskimi, i kiedy nazwisko zmieniło brzmienie, skoro...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: