Chochoł, kumpel Himilsbacha

Kiedy jedna z ciotek zapytała aktora Zdzisława Maklakiewicza, co właściwie robią aktorzy w teatrze, zaczął tłumaczyć, że przychodzi się na dziesiątą rano, od razu piwo, a o dwunastej na przerwie wódka, potem towarzystwo się rozbiera do gołej d… i wiadomo, stosunki seksualne, dalsze pijaństwo do osiemnastej. Potem przedstawienie do dwudziestej drugiej i abarot – seks i wóda. Potem rano do domu, prysznic, na dziesiątą do teatru i od razu piwo. Przerażona rozmówczyni zapytała: „Dziecko drogie! I tak przez cały tydzień?” Na co Maklakiewicz: „Nie, no co też ciocia –  poniedziałki mamy wolne”. Powyższą anegdotę opowiadał wielokrotnie sam Maklakiewicz, a przytaczają ją różni jego znajomi we wspomnieniowym filmie poświęconym aktorowi, wyreżyserowanym przez Łukasza Kosa. Chociaż oczywiście życie aktorów w czasach PRL-u nie wyglądało aż tak barwnie, to nie należy wykluczać, że Maklakiewicz takim radosnym opisem faktycznie uraczył jedną ze swoich ciotek. Zapewne wynikało to z niechęci do wszelkich form snobizmu i konwenansów, bo tych Maklakiewicz serdecznie nie cierpiał i wraz z Janem Himilsbachem – z którym przez większość historyków zajmujących się życiem kulturalnym PRL są opisywani jako duet – wielokrotnie bulwersował opinię publiczną. O ile jednak Himilsbach był kamieniarzem, chłopakiem z szemranej rodziny i z „nieciekawym” życiorysem, u którego objawił się talent literacki i który korzystając z tego, że „pijanemu wolno więcej”, wygłaszał gorzkie prawdy, o tyle
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze