Co innego widzę, co innego słyszę

Z aktorem Jerzym Zelnikiem rozmawia Magdalena Michalska. Dziś propaganda jest subtelniejsza niż w PRL, wszystko przeprowadza się w sposób zdecydowanie bardziej przewrotny, inteligentny, wręcz diabelski. Stosowana jest taka metoda goebbelsowska, czyli mówienie półprawd. To wsiąka w ludzi. I ja potem jestem przerażony, kiedy widzę nawet inteligentne osoby, które kiwają głową ze zrozumieniem, gdy Adam Michnik mówi o faszyzmie PiS.Niedługo będzie Pan obchodził 50-lecie swojej pracy zawodowej. Występował Pan zarówno w PRL, jak i w czasach po transformacji. Jak ta zmiana wpłynęła na pracę aktora? Paradoksalnie Polska Ludowa była zdecydowanie bardziej ideowa. Nie mówię tu oczywiście o władzy, ale o ludziach. W większości także o nas, aktorach. Bawiliśmy się w omijanie cenzury, starając się przemycać w sztukach teatralnych rozmaite treści patriotyczne i komentarz do aktualnych wydarzeń społeczno-politycznych. Na przykład w stanie wojennym wystawialiśmy w Teatrze Powszechnym spektakl „Upadek”, opowiadający o rewolucji francuskiej. Graliśmy tak, że publiczność świetnie wiedziała, iż uwagi na temat dyktatury są aluzjami do panującego w Polsce systemu władzy. Ludzie reagowali bardzo przychylnie, świetnie odczytywali takie niuanse.W 1980 r. grał Pan cara w „Kordianie” w reżyserii Bohdana Cybulskiego. To też była gra z cenzurą? Tak, tu można przytoczyć szereg takich sytuacji, te zabawy zresztą kończyły się dla nas różnie. To były takie niebezpieczne gry,
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze