Kościół z latynoską duszą

Angelo, nauczyciel wychowania fizycznego, lubi środy. Tego dnia może wyjść wcześniej z pracy. Od południa nie ma już żadnych zajęć. Jest w domu przed trzynastą. – O której dziś konklawe? – rzuca w kierunku krzątającej się w kuchni mamy. – A nie wiem. Chyba już zaczęli, nie? – Ponoć rano znów nic nie uradzili – krzyczy Angelo, wylegując się już na wygodnej brązowej sofie w rodzinnym salonie. – Synku, spokojnie. Duch Święty wieje, kędy chce. – Ale czarny dym był… – Ano był, był. Cierpliwości jednak, cierpliwości... – Wiesz… Dziś rano w autobusie kierowca miał tak głośno ustawione radio, że wszystko było słychać. I był wywiad z tym, no… Tym, co teraz tak często w mediach jest… – Eduardo García  – słychać z kuchni. – O-o! Właśnie, ten młody. Co teraz pod nieobecność  Bergoglio… – Jorge Bergoglio… – poprawia mama. – Synku, z szacunkiem, tyle razy ci mówiłam. – Przepraszam! To z rozpędu. Taki rozentuzjazmowany jestem! No więc… Na czym to skończyłem… Aha! Więc ten Eduardo García cytował jakiegoś kardynała z Watykanu, że papieża poznamy jeszcze w tym tygodniu. Dwa-trzy dni góra.Latynosi budują kościoły nawet w takich miejscach. Kapliczka u zboczy niedawno wybuchłego wulkanu Puyehue – A skąd on może to wiedzieć… – No, tak mówił ponoć. – Ech, te media… – słyszalny z kuchni głos mamy staje się jakby na chwilę słabszy, by po chwili znów powrócić do charakterystycznego dla siebie tonu: pewnego, mocnego, z lekką chrypką – Ale nasz kochany Jorge Bergoglio na pewno czegoś
     
5%
pozostało do przeczytania: 95%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze