OSIEM MIESIĘCY


Wiemy dobrze, jak ważne są te wybory. I jak wielkie przeciwności napotykamy w Polsce, jak szczególną sytuację u nas mamy. Czasu naprawdę za dużo nie ma.

Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył, zaczynam, jeszcze bardzo wstępnie, formułować rady dla partii Prawo i Sprawiedliwość, jedynej siły partyjnej w dzisiejszej Polsce, z którą mogę się, bardziej lub mniej, identyfikować. Z czasem nie obędzie się zapewne i bez życzliwego (naprawdę życzliwego), acz krytycznego stosunku do jej taktyki.

Pisałem niedawno o Margaret Thatcher. W sposób, o którym mówię (a nie amerykański), przygotowywała ona swą partię do wyborów, których termin był nieznany, zgoła przez trzy lata.

Ktoś powie – nie ten kraj, nie ten czas, nie te problemy, nie ten przeciwnik. Zgoda, ale w pewnych kwestiach tamta kampania (z późnych lat 70.) brytyjskiej partii konserwatywnej była wzorcowa. Cały czas pracował zespół, komitet ds. strategii i taktyki, tak by na dzień wyborów wszystko było gotowe. A także inny, ds. „komunikacji”, nie tyle z mediami, ile ze społeczeństwem, wyborcami.

Wiadomo, jakie są media funkcjonujące w Polsce. W zasadniczym sensie nie zmienią się. Nie oznacza to, by ten aspekt sytuacyjny zupełnie pominąć.

Zabrzmi to jak banał, ale doprawdy zawsze i wszędzie narzekanie na media, zwłaszcza w nich samych, jest całkowicie bezproduktywne. Chociażby owe przekaziory, co ma zresztą miejsce, zachowywały się skandalicznie.

Mimo to, zakładając nawet, że będzie to działanie szans niemal wyzbyte, pewne starania, by patologiczną wręcz wrogość medialną przynajmniej stępić, warto podjąć.

Należy jednak pamiętać, i nie chodzi tu tylko o media, iż bombastyczny, przesadny ton i styl na ogół naprawdę nie popłacają. A „lepsze” jest z reguły mniej skuteczne od „dobrego”.
***
Wracając do M. Thatcher, zauważę, że jej komitet strategiczny zajmował się też „lingwistyką”, tzn. walką semantyczną (bo słowo odgrywa zawsze...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: