Felieton jest koroną na głowie dziennikarstwa

Poza tym wszystkim jestem za życia niedoceniony, co już ostatecznie i nieodwołalnie stawia mnie w rzędzie geniuszy pierwszego stopnia. Proszę o wydrukowanie tego tekstu, abym mógł go okazywać odnośnym władzom. Co bowiem wydrukowane, to realne i ma charakter zaświadczenia”. Tak brzmi oświadczenie Macieja Rybińskiego opublikowane w felietonie „Wyznanie” na łamach studenckiego tygodnika „ITD” w 1977 r. To były początki jego felietoniarskiej twórczości, uprawianej w wyjątkowych warunkach i okolicznościach, w ocenzurowanej Polsce Ludowej. Geniusz felietonisty jest w stanie przebić się przez wszystkie przeszkody, bo ten gatunek dziennikarski dopada zazwyczaj ludzi utalentowanych i skrajnie niezależnych. I nieważne, czy felieton wydawany jest w podziemiu, na bibule czy w całej krasie we wpływowym medium. Ale prawdziwy felietonista jest solą w oku władzy, różnych polityków, którzy uważają się za geniuszy, choć nie mają łupieżu, jak Mickiewicz, i nie odróżniają Rady Europy od Rady Europejskiej, a bitwy pod Grunwaldem od bitwy nad Bzurą. Ich pochodzenie duchowe i intelektualne jest niskiego stanu, zaś aspiracje sięgają stanów górnych. Rybiński pogardzał takimi politykami, takimi dziennikarzami i takimi „felietonistami”. Nie jest bowiem felietonistą autor płynący z prądem, nurzający się w pianie pochlebstw ludzi sprawujących rządy. Felietonista płynie pod prąd, jak ten łosoś, narażony na rozszarpanie przez jakichś niedźwiedzi, potężnych i niepokonanych grizli politycznych.
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze