Żurnaliści wszystkich stron...

Ile czasu trzeba było, żeby wybić nam z głowy te mrzonki, żebyśmy pojęli, że naprawdę wolnych mediów nie ma, że zawsze uczestniczą w grze jakichś interesów, a im większe stacja czy gazeta, tym interes większy. Sen o pluralizmie w ramach jednej redakcji, jaki spełniał się tu i ówdzie za słabnącej komuny, rozwiał się wraz z ewolucją „Gazety Wyborczej”, na którą patrzyliśmy zrazu, jak na pismo całej naszej Solidarności, gdy tymczasem bardzo szybko stała się organem jednej wpływowej grupki, a właściwie jednego człowieka. Najbardziej symboliczne okazało się, że po odebraniu przez Wałęsę znaczka pisanego solidarycą została tam za symbol jedynie czerwona chorągiewka. Skądinąd, pluralizm mediów nie polega na parytetowej różnorodności w każdym z periodyków, tylko na tym, że szeroka paleta tytułów i stacji obecnych na rynku zapewnia zróżnicowanemu spectrum obywateli znalezienie czegoś dla siebie. Jedno medium kontrolowane jest przez drugie, a kłamstwo, gdy nie ma monopolu informacyjnego, łatwo zdemaskować. W najczarniejszym śnie trudno było mi wyobrazić sobie sytuację, żeby wszystkie mainstreamowe media śpiewały unisono w jednym chórze, a jedynym ratunkiem dla wolnego słowa był powrót do techniki „drugiego obiegu”, który dziś zamiast powielaczem i nielegalnym radiowęzłem może posłużyć się Internetem, niezależną gazeta, płytą CD lub DVD... W rozwiniętej demokracji i normalnym kapitalizmie nie do pomyślenia jest, żeby odpuścić znaczącą część „targetu”. Nie pozwoliliby na to reklamodawcy
     
32%
pozostało do przeczytania: 68%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze