Śmiech niszczy relatywizm

Tradycja czytania i rozumienia Homera uległa w ostatnim półwieczu radykalnej negacji – „dekonstrukcji klasycznej narracji”. Mówi się nam, że sam tekst nie istnieje w ogóle. Owszem, istnieją stare pergaminy czy papirusy. Tego faktu nikt nie neguje. Tekst utrwalony istnieje, ale jego sens ulega zmianie w zależności od tego, kto i jak go czyta. Nie trzeba zresztą sięgać po przykłady w przeszłość. Podobna wielointerpretacyjność jest cechą utworów – i wszelkich komunikatów werbalnych oraz wszelkich interpretowalnych, mających jakieś znaczenie rzeczy lub sytuacji, np. tzw. mowy ciała – powstających także dzisiaj. Szkolne pytanie: „Co autor chciał przez to powiedzieć?” w obszarze ponowoczesnej krytyki literackiej, historiografii filozofii czy dziejów, a także u „dekonstrukcjonistycznych” interpretatorów dyskursu społecznego utraciło sens. Jaki „autor”? To ja jestem autorem znaczenia tekstu. To ja tworzę tekst na podstawie dawnych lub współczesnych zapisów. Żeby wiedzieć, co Homer chciał przekazać swoim słuchaczom, musielibyśmy wskoczyć w jego skórę. Patrząc jego oczami na jego świat, moglibyśmy odpowiedzieć na powyższe szkolne pytanie. Ale tylko tyle. O samym świecie Homera, nawet przeistoczywszy się w niego, nie moglibyśmy powiedzieć nic pewnego. Tak, jak, będąc sobą, nie możemy dotrzeć do istoty słów, rzeczy i zdarzeń z naszego świata. Między nami a rzeczywistością stoi gruby szklany mur. Jego grubość jest zmienna, miejscami jest wykonany ze szkła kolorowego, a miejscami z
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze