Zajeździmy kobyłę historii...?

Dodano: 28/04/2012 - Numer 4 (74)/2012

Walka z historią, podobnie jak z jej ważnym depozytariuszem – Kościołem, to w ostatecznym rozrachunku walka z narodem. Zniszczyć cywilizację, to znaczy wybić elitę, narzucić nowych bogów i spalić święte księgi – resztę urobi się na podobieństwo gliny. Oczywiście ci, którzy redukują ten przedmiot w szkołach, próbują tłumaczyć się względami praktycznymi – po co klientom supermarketów i odbiorcom telenowel obciążanie pamięci faktami, nazwiskami, datami? Ano po to, że podstawowy zasób faktów, cytatów, odniesień, znajomość logiki i procesów społecznych są niezbędnym składnikiem czegoś, co nazywamy mądrością lub w bardziej skromnym wymiarze – kulturą. Kolejne pokolenia pozbawione wiedzy o tym, co było wcześniej, skazane byłyby na ciągłe odkrywanie Ameryk (dodajmy – z różnym skutkiem) lub zmienianie się w bezrozumny tłum. Sama Wikipedia nie wystarczy. To, że historię jakiegoś kraju zwalcza zaborca lub okupant, jest straszne, ale zrozumiałe. Jednak kiedy własna władza czy jakaś formacja polityczna zaczynają lekceważyć historię ojczystą, nie sposób pozbyć się podejrzeń (zwłaszcza gdy wśród prominentów aż roi się od historyków), że jest w dziejach przeszłych, w tradycji coś, czego się rządzący obawiają. Żeby było jasne, w przypadku Polski nie ma jednej odpowiedzi, różne strachy i trupy w szafach różnych osobników siedzą i dręczą – jednych własny rodowód podszyty przysłowiowym dziadkiem z Wehrmachtu czy babcią z KPP, innych lęk o bezprawnie zawłaszczony majątek czy własną
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze