Indianie ziemi zakazanej

Tajemnice zielonej czeluści Miałem dość czasu, by poznać odpowiedzi na to pytanie. Proces walki o otrzymanie pozwolenia na wpłynięcie w górę Orinoko, a następnie dziewiczego odcinka Rio Cunucunuma trwał bowiem całe wieki. Ocierając się na każdym kroku o korupcyjne propozycje, z wycelowanymi w moje krocze karabinami, w permanentnej atmosferze zastraszenia i inwigilacji, rozumiałem coraz więcej z zastanej rzeczywistości. Smutnej rzeczywistości zrujnowanego przez Hugona Cháveza kraju. Doliczyłem się przynajmniej pięciu powodów, dla których w interesie prezydenta i partii jest, by nikt nie widział, co kryje zielona gęstwina stanu Amazonas. Pierwszy jest najbardziej prozaiczny: dziewicza i niespotykana nigdzie indziej przyroda pełna endemitów i nieznanych człowiekowi gatunków. Nie bądźmy jednak naiwni. To nie troska o amazoński ekosystem sprawia, że nie wolno tu wpływać obcemu. Podstawowym powodem są ukrywane tutaj obozy rewolucyjnych bojówek kolumbijskich opozycjonistów. Cháves widząc, co dzieje się za granicą, gdzie władza stawia na rozwój i wolny rynek, gdzie kraj o mianie „najniebezpieczniejszego państwa na świecie” powoli przeistacza się w kraj bezpieczny i zamożny, robi wszystko, by ukrócić prawicowe zapędy Bogoty. Stąd decyzja o wspieraniu znanych z krwawych zamachów i terrorystycznych porwań bojówek kolumbijskiej opozycji. Skrytym w zielonej głuszy wenezuelskiego Amazonas gwarantuje kapitalną kryjówkę, nieoficjalny azyl, dostarczając jednocześnie broni i
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze