STYCZEŃ 2011

Obecne władze od samego początku zlekceważyły bezprecedensową tragedię narodową i, wbrew pozorom, robią to dalej. W działaniach tych nie ustaną. Zaniepokojonych uspokajam. Tusk z tarapatów wyjdzie. Stosunki rosyjsko-polskie kompletnie nie ucierpią. Wszystko będzie w porządku. Zasady kierujące tym rządem i tym prezydentem – dadzą ci w twarz, nie przejmuj się zbytnio, bo to awanturnictwo, oplują cię, obetrzyj się i staraj się nie zakłócić „dialogu” – zostaną zachowane. Nie ma obaw.

Obecny reżim nigdy nie przejmował się zbytnio katastrofą, podobnie jak samym lotem prezydenta i polskiej delegacji, wśród której było tylu ludzi niepodległych duchem.

To ostatnie jest naganne, pachnie nacjonalizmem, jest akurat w wydaniu polskim „nieeuropejskie”. Prorokuję, że tym publicystom, którzy nieoczekiwanie przez półtora dnia byli oburzeni, rychło to przejdzie.

Premier najpierw stwierdził, iż raport MAK-u jest nie do przyjęcia, po czym żadnym kontrdziałaniem się nie zajął. Rzecznik Graś mówi, że z owym tzw. raportem żyć musimy. Kłamie przy tym bezczelnie, stwierdzając, że stanowisko jego chlebodawców odbiło się w świecie dużo szerszym echem niż słowa tow. Anodiny.

Premier wykazuje kompletny brak orientacji w zastosowanych procedurach prawnych, trwa w tej sprawie totalny mętlik i zamieszanie. Nic to. Czołowi dostojnicy reżimu stwierdzają, że w zasadzie raport oddaje stan faktyczny – należy go tylko nieco uzupełnić.

Doradca przeraźliwie wręcz prorosyjskiego prezydenta stwierdza, że ów MAK jest niezależny, autonomiczny i samodzielny. Wszystko to media li tylko odnotowują. Symboliczne odrzucenie moskiewskiego raportu przez Sejm wielu uznało za „plan minimum”. Rządzący to odrzucili. No to nie ma już o czym mówić.

Premier, nie reagując z miejsca, a zatem zaprzepaszczając raz na zawsze szanse, by jakakolwiek polska reakcja znalazła odbicie w światowych mediach, popełnił zaledwie „błąd”. I tyle. Ostateczny raport nie...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: