Skończyły się żarty, zaczęły się schody

Dodano: 01/04/2012 - Numer 3 (73)/2012

W latach 90. wydawał się politykiem sympatycznym i niezbyt poważnym (takim był też Kaczor Donald w „Polskim ZOO”), który zaliczył jedną ciężką wpadkę przy „nocy długich teczek” w 1992 r., ale kto nie zaliczył? Lekceważony przez ludzi pokroju prof. Geremka, nielubiany przez Michnika, jako wicemarszałek Senatu głównie spał. W momencie powstawania PO wydawał się najsłabszym z tenorów, ale nawet kiedy pozbył się konkurentów, oszukał opinię publiczną wizją konserwatysty-reformatora marzącego, wedle słów jego mentora Rokity, o „szarpnięciu” lejcami z wizją Polski wielkiej pod rządami PO–PIS-u, w chwili porażki z Lechem Kaczyńskim wydawał się człowiekiem przegranym, niezdolnym do kontrofensywy. Potem zaskoczył, uruchomiony koktajl antykaczystowskich fobii, postubeckich lęków, wsparty przez służby, media i czynniki zewnętrzne doprowadził do sukcesu w 2007 r. Ale, jak pisze wielu autorów, jeszcze wtedy strategia nie była gotowa. Chodziło o zdobycie władzy i w miarę możliwości nieoddanie jej nigdy. Tyle że do kwietnia 2010 r. Tusk i jego drużyna chcieli tylko utrzymać władzę. Po tym czasie już musieli! Dwukrotnie miał premier z Trójmiasta życiową szansę nowego otwarcia i zapisania się w historii jako mąż stanu. I dwakroć z tej szansy nie skorzystał, a co gorsza, poszedł w dokładnie przeciwnym kierunku. Nie głosowałem na niego w 2007 r., ale jakaś cząstka mojej świadomości naiwnie liczyła, że po wygranej zrobi to, co powinien – zakończy wojnę polsko-polską. Wypowie swoje „przepraszamy
     
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze