Szaleństwo jako metoda

Wiadomo, Hitler nie wymyślił poczucia krzywdy, w którym żyły weimarskie Niemcy, nie wygenerował frustracji w klasie średniej na widok sukcesów ich żydowskich konkurentów. On na tych nastrojach, mówiąc współcześnie, serfował. Kiedy pada sformułowanie brzmiące jak pewnik – wszyscy ludzie są równi albo wszystkiemu winni są Żydzi, albo przyroda jest naszym największym dobrem – nikt (zwłaszcza człowiek młody, z natury skłonny do uproszczeń) nie podważa takich twierdzeń, nie analizuje ich sensowności ani nie zastanawia się nad konsekwencjami. Co więcej, hasło, które ongiś mogło zrewoltować wieś czy kraj, dziś lotem błyskawicy może rozpowszechnić się po całym świecie. Jednak sami prorocy i ich sympatycy nie wystarczyliby, by hipoteza zrodzona w zaciszu domu czy biblioteki zdobyła choćby kawałek terenu. Potrzebni są sponsorzy. Ci dzielą się na nielicznych idealistów (jak Engels wobec Marksa) i inwestorów pragnących zbić na fanatykach doraźny lub długofalowy kapitał polityczny. Wiadomo, jaki interes miały koła wojskowe i finansowe w Niemczech, przerzucając Lenina do Rosji i wspierając jego działania. Chodziło o wyeliminowanie Rosji z wojny i wpakowanie jej w tarapaty, z których prędko by się nie wygrzebała. Oczywiście nikt nie orientował się, że w tej terapii chcą leczyć  grypę dżumą... Boleśnie i szybko przekonał się o tym sam pomysłodawca przedsięwzięcia Alexander Lvovich Parvus... Podobnie dojście Hitlera do władzy było efektem partyjnych rozgrywek, lęku przed bolszewizmem i
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze