Demokracja a tyrania

Otępienie i społeczna gnuśność

Równość daje poczucie bezpieczeństwa. Ten komfort  – zwłaszcza w demokracji liberalnej – sprzyja z pozoru wolności jednostki, która może swobodnie rozwijać własne upodobania, nie troszcząc się o sprawy publiczne. Najwyższą wartością dla człowieka demokratycznego staje się  przyjemność. Platon ujął to tak: „Raz się upija i upaja muzyką fletów, to znowu pije tylko wodę i odchudza się, to znów zapala się do gimnastyki, a bywa, że w ogóle nic nie robi i o nic nie dba, a potem niby to zajmuje się filozofią. Często bierze się do polityki, porywa się z miejsca, mówi byle co i to samo robi”. Obywatele zamieniają się w kapryśnych sobiepanków, cedując odpowiedzialność za państwo – a w ten sposób w dużej części także za siebie – na władze wyłonione w konkursie piękności. Bo i system wartości w egalitarnym społeczeństwie ulega deprecjacji. Znika wspólna aksjologia, wspólne dobro. Świadomość obywatelska wymaga rozumienia złożonych procesów politycznych i ekonomicznych – umysłowego wysiłku. Koliduje więc z chęcią zaspokojenia własnych potrzeb w możliwe najprostszy sposób. Ludziom wmawia się, że najważniejsza jest ich „samorealizacja” i że nie ma żadnych uniwersalnych nakazów ani zakazów.

W społeczeństwie rodzi się mgławica najróżniejszych – często sprzecznych – koncepcji moralnych. Dla jednego dobre jest to, dla innego coś przeciwnego. Kogo zatem wybrać w demokratycznych wyborach? Tego, kto cynicznie i sprawnie utwierdzi wyborców w ich przekonaniach. Programy polityczne, na które jakoby wyborcy zwracają szczególną uwagę, a politycy straszą ich brakiem u konkurentów do władzy, tracą znaczenie. Polityczna oferta ustępuje w kampaniach wyborczych miejsca ocenie estetycznej. Sympatyczny wygląd i uśmiech rządzących wypierają w oczach człowieka demokratycznego ich moralne zalety i zasługi (częściej ich brak). Demokraci lubią zabawę i śmiech, jajcarstwo i – szczególnie cenione  – niekonwencjonalne, ekscentryczne...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: