Zobaczyć Buenos i... uśmiechnąć się



– Wyobraź sobie, że u nas, w Polsce, obowiązuje nakaz jazdy na światłach przez całą dobę – próbuję zagadnąć kierowcę. – U nas też! – odpowiada rozbawiony. Wokoło nie zauważyłem żadnego samochodu na światłach. Taki przepis. Kto by się przejmował.

Wciąż wspominam sytuację sprzed 15 minut, kiedy pakowaliśmy się do samochodu zaparkowanego w pobliżu turystycznej ulicy Defendi. I nie chodzi mi wcale o przepychanie zderzakiem innych aut stojących na parkingu, by zmieścić swoje. To już widziałem w Neapolu. Chodzi o pana „pilnującego” parkingu. Wchodzimy pospiesznie do auta, gdyż kierowca nie ma zamiaru mu płacić. Wyjeżdżamy byle szybciej. Pilnujący, potężnie zbudowany...
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: