JUBILEUSZ PAMIĘCI NARODOWEJ

Ani chrzest Polski, ani unia polsko-litewska, ani nawet rozbiory nie wzbudziły tak żywych emocji i tak rozległych dysput, jak zdawałoby się prosta sprawa: jak postępować ze spuścizną urzędową po byłej SB.

Grill i piwo dla Polaków

Usiłowałem obliczyć, ile napisałem na ten temat tekstów. Wystukałem w komputerze hasła „teczki” i „IPN” i wyskoczyła mi taka liczba artykułów, że przekroczyła moje kompetencje arytmetyczne. To znaczy, było ich tyle, że nie chciało mi się liczyć. Mnożąc to przez liczbę piśmiennych zwolenników i przeciwników lustracji, uzyskalibyśmy z pewnością rezultat zwany (przez takich leni jak ja, którym nie chce się liczyć) astronomicznym.

Można by opisywać tę liczbę poetycko, że do wyprodukowania papieru zużytego na te artykuły i notatki trzeba by wyciąć Puszczę Białowieską razem z Piską. Albo że gdyby egzemplarze gazet, w których zostały wydrukowane, ułożyć jeden za drugim płasko na ziemi, powstałaby autostrada opasująca równik trzy razy. Za honoraria pobrane za te teksty można by zlikwidować głód w Afryce i postawić na nogi gospodarkę Bangladeszu i jeszcze by starczyło na urządzenie pikniku z grillem i piwem dla wszystkich Polaków. Energia zużyta na spory lustracyjne wystarczyłaby natomiast do uniezależnienia Polski od dostaw gazu i ropy z Rosji. To by dopiero była prawdziwa dywersyfikacja.

A przecież to jeszcze nie koniec. To dopiero początek. Rząd pracuje nad zmianą ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, więc wszystko zaczyna się od początku. Następne 20-lecie deliberacji mamy więc raczej zagwarantowane. Żadne z dotychczasowych rozwiązań nie zadowalało wszystkich – ani TW, ani ich ofiar. Nawet najbardziej uczony pomysł, sprowadzający się do realizacji hasła: zostawcie historię historykom, okazał się chybiony, ponieważ nie zawierał wytycznych, o których historyków chodzi. Znów jesteśmy w punkcie wyjścia.

Tymczasem przeglądając pobieżnie moją własną produkcję lustracyjną,...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: