Jak karnawał, to tylko w Jujuy

Ciepły zakątek – nie dla turystów Purmamarca. Nieoficjalna stolica prowincji Jujuy. Prowincji biednej. Zamieszkanej w 80 proc. przez argentyńskich Indian. Tutejsi twierdzą, że Bóg obdarował ich najpiękniejszym słońcem w całym kraju. Dzięki temu turystyka nie ma tutaj martwego okresu. Praktycznie przez cały rok możemy spodziewać się pięknej pogody. Średnia temperatura nie spada nigdy poniżej 20 stopni Celsjusza. Pora deszczowa? Owszem, bywa – lecz nie przybiera tak drastycznej formy jak w pobliskiej Boliwii.Karnawałowe szaleństwo Sezon dla turystów trwa zatem okrągły rok. Ale raczej dla tych z Chile i Brazylii. Bogaci turyści z Europy i Stanów omijają to miejsce szerokim łukiem. Wolą odwiedzić nieodległe Altiplano, wspiąć się na któryś z pobliskich chilijskich wulkanów, zostać w Boliwii. „Co za szczęście” – rozrzewnia się Maru, urocza dziewczyna z Buenos. Gringo tu nie uświadczysz. Sami Argentyńczycy. Oni wiedzą, dlaczego warto tu przyjechać. Ich nie wabią szczyty. Nie kręci największe solnisko na świecie. Nie chce im się. „Nie po to haruję jak wół przez okrąglutki rok, żeby i w wakacje dodatkowo wylewać siódme poty w górach” – Maru podnosi głos. Tak, to prawda. Argentyńczyk spędza wolny czas inaczej. I dlatego przyjeżdża tutaj, do prowincji Jujuy.Piankowo-pyłowe szaleństwo Godzina trzynasta. Czas zacząć. Ulice Purmamarci pustoszeją. Istny Dziki Zachód. Taki ze starego, dobrego westernu. Brakuje tylko przelatującego krzaczka
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze