Parszywa jedenastka

Stulecie stuleciu nierówne. Jak do tej pory najdłuższy był wiek XIX. Zaczął go szturm Bastylii 14 lipca 1789 r., a zakończyły strzały w Sarajewie do arcyksięcia Franciszka Ferdynanda 28 czerwca 1914 r. Za to XX w. okrzyknięto najkrótszym – trwał od wybuchu Wielkiej Wojny (gdy trwała, nie miała jeszcze numeru) – która zniszczyła linearny europejski porządek sięgający Karola Wielkiego, zamieniając etos rycerski na psychologię tłumu, w którego gusta trafiły dwie prostackie ideologie: komunizm i nazizm – po upadek muru berlińskiego czy, jak kto woli, rozpad ZSRR w latach 1989–1991. Moim zdaniem, jeśli uznać owo stulecie za agonię „cywilizacji białego człowieka”, to datę końcową winien stanowić 11 września 2001 r. Zderzenie cywilizacji zapowiadane przez Huntingtona stało się faktem, a wojna z odległych peryferii została przeniesiona do serca Zachodu. U progu XX stulecia biali, że użyję owego rasistowskiego terminu, dominowali nad światem bezapelacyjnie, ich technika, organizacja i etos pozwalały nie liczyć się z aspiracjami całej kolorowej reszty. Pojawiające się problemy rozwiązywało zazwyczaj kilka kanonierek lub korpus ekspedycyjny. Maleńka z perspektywy świata Belgia władała gigantycznym Kongiem, do Holandii należał liczący tysiące wysp archipelag indonezyjski, a brytyjskie zamglone wysepki władały superimperium rozrzuconym na wszystkich kontynentach. Co więcej wyglądało na to, że stan taki może potrwać wieki. Albo dłużej. Wielki Konflikt Światowy podzielony interwałem
     
24%
pozostało do przeczytania: 76%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze