HEGEL – toksyczny po staremu

„W sumie jest dobrze” Residua historycystycznych niedorzeczności w zakresie dyscyplin humanistycznych pokutują tu i ówdzie – zwłaszcza tam, gdzie marksizm-leninizm zapuścił najgłębsze korzenie akademickie (nie zapominajmy, że socjologią zwano wtedy materializm historyczny). Zarówno tu, jak i w mediach masowych, szerzy się historycyzm (historiozofię) i formułuje pewne formalnie namiastkowe antycypacje z zakresu przyszłych dziejów, zachowując względną powściągliwość stylistyczno-językową z uwagi na nieodwracalną destrukcję, jakiej doznał historycyzm w takich pracach, jak „Nędza historycyzmu” czy „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”. To bardziej wyrobieni autorzy. Natomiast wśród słabiej przygotowanych krzewi się wizja historii niepoddawana żadnej refleksji. Ale ten styl przytrafia się nawet osobom wykształconym. W schyłkowym okresie swojej medialnej działalności rekordy w czołobitności wobec pojęcia postępu („modernizacja”) bił na łamach „Dziennika” Cezary Michalski, który uwolniwszy się od polskości (nie tylko on w jego otoczeniu), pożeglował ku świetlistym oceanom konsumpcji i „kapitalizmu korporacyjnego”. Gdyby – jak Kolumb – żeglował w nieznane, byłby to tylko wybór pewnego światopoglądowego i strategicznego kierunku. Ale nie! Michalski żegluje na pewniaka. On swój zeświecczony Eden znajdzie na pewno, choć nie ma żadnej metody potwierdzenia, że tacy jak on Polacy, płynąc szlakiem sprawdzonym wcześniej przez innych, nie osiądą na mieliźnie. Ileż to razy
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze