PAŹDZIERNIK 2009

Mogę sobie wyobrazić następującą sytuację. Zgodnie z kierunkiem „mody” (lub wręcz poprzez dyrektywę) na tapecie staje sprawa ludożerstwa. Gazeta, o której mówię, zamieszcza sarkastyczny komentarzyk. A potem nawet tekst o tym, że ludożerstwo to raczej nie za bardzo. Ale za dwa dni drukuje długą odpowiedź prezesa Klubu Ludożerców. W imię „różnorodności zdań”. Kompletnie ignorując fakt, iż ludożerstwo entuzjastycznie popierają, jako przejaw nowoczesności i zaakceptowanie kolejnych „wykluczonych”, wszelkie inne przekaziory. Bo, jak „obiektywizm”, to „obiektywizm”. Wybieraj, Czytelniku. W przypadkach mniej drastycznych już ma to miejsce. A, wydawać by się mogło, iż w coraz bardziej rozchwianym moralnie świecie medium o pretensjach do pewnych sympatii wobec naszego dziedzictwa ustanowi pewne granice, jakiś standard sensu i przyzwoitości. Nie ustanawia. Przyczynia się tym samym, niby go krytykując, do triumfu relatywizmu. Nie przesadzam. W zeszłym numerze „NGP” napisano, że nihilistyczny, satanistyczny barbarzyńca stał się ulubieńcem kobiecych magazynów i pewnych telewizji. Tymczasem, wszystkie główne gazety, jak jeden mąż, zachwycają się tym typem. Wszelkie dodatki kulturalne „Rzeczpospolitej” nie różnią się, ani o jotę od podobnych w innych gazetach. Można odnieść wrażenie, że, powiedzmy, ukazanie debilizmu Lennona, jako myśliciela politycznego (!), propagowanych agitek z idiotyczną wymową opartą na teoriach spiskowych, krytyka „ducha Woodstocku” czy też występów jakiejś
     
45%
pozostało do przeczytania: 55%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze