PAŹDZIERNIK 2009

Mogę sobie wyobrazić następującą sytuację. Zgodnie z kierunkiem „mody” (lub wręcz poprzez dyrektywę) na tapecie staje sprawa ludożerstwa. Gazeta, o której mówię, zamieszcza sarkastyczny komentarzyk. A potem nawet tekst o tym, że ludożerstwo to raczej nie za bardzo. Ale za dwa dni drukuje długą odpowiedź prezesa Klubu Ludożerców. W imię „różnorodności zdań”. Kompletnie ignorując fakt, iż ludożerstwo entuzjastycznie popierają, jako przejaw nowoczesności i zaakceptowanie kolejnych „wykluczonych”, wszelkie inne przekaziory. Bo, jak „obiektywizm”, to „obiektywizm”. Wybieraj, Czytelniku. W przypadkach mniej drastycznych już ma to miejsce. A, wydawać by się mogło, iż w coraz bardziej rozchwianym...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: