Nie wierzę w wypadek

I właśnie to wzbudziło Pana wątpliwości?

Motyw jest zawsze ten sam. Na przykład w sprawach wszystkich zamachów, którymi się zajmowałem, zawsze bardzo szybko ogłaszano rezultaty, których w zasadzie nie można było ogłosić na tak wczesnym etapie śledztwa. Jednym z przykładów może być zamach z 11 września 2001 r., sprawa niebywale złożona, a jednak już kilka godzin po tym wydarzeniu podano pełną listę rzekomych sprawców.

Czy w wyniku Pańskiej działalności i doboru tematów (np. głośna sprawa z „fantomem RAF-u z 1992 r.) nie został Pan w Niemczech sprowadzony do roli outsidera?

Niestety, jestem outsiderem, tak samo jak kilku innych kolegów, którzy poświęcają swą uwagę podobnym kwestiom. Jestem jednak zdania, że merytorycznie działamy właśnie w taki sposób, w jaki powinno postępować większość dziennikarzy, a którzy tylko z wiadomych sobie powodów tego nie czynią.

W jednym z Pana artykułów o katastrofie smoleńskiej czytamy: „Teoria spiskowa, to teoria bez faktów. To jest jednak teoria podparta faktami”. Co dokładnie miał Pan na myśli?

Tak się składa, że osobom prowadzącym niezależne śledztwo zarzuca się rozpowszechnianie teorii spiskowych. Szczególnie wtedy, kiedy ma miejsce wydarzenie wzbudzające wiele kontrowersji, dochodzi do oskarżeń o szerzenie podejrzeń nie mających uzasadnienia w faktach. Tymczasem systematycznie okazuje się, że jest zupełnie odwrotnie - to władze stawiają tezy nie podparte faktami, czyli teorie spiskowe, a osoby niezależne, mające do swej dyspozycji niewiele informacji, dokładają wszelkich starań, by postawić tezę jasną, zrozumiałą. W przypadku Smoleńska oficjalnie przyjęta wersja - o katastrofie spowodowanej złymi warunkami pogodowymi - nagle rozpadła się w kalejdoskopie przypuszczeń, sprzeczności i braku spójności. W tym samym czasie grupka niezależnych obserwatorów, ze mną włącznie, po prostu trzeźwo trzymała się dostępnych materiałów,...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: