Zbudować Kościół postępu

Nie można pojąć stosunku dziennikarzy „GW” do Kościoła bez zrozumienia autoidentyfikacji Adama Michnika. Strategia „Gazety Wyborczej” była (w mniejszym stopniu jest) ściśle związana z tym, kim chciał być dla Polski jej redaktor naczelny. A jego marzenie było proste. On chciał być Mojżeszem polskiego, zacofanego, ciemnego i obskuranckiego Kościoła. Wierzył, że pod jego (a może dokładniej jego środowiska) światłym przewodem polska dusza, w którą nieodłącznie wpisany jest katolicyzm, będzie stopniowo przekształcać się, jak przekształcała się tożsamość narodu wybranego wędrującego po pustyni w drodze do Ziemi Obiecanej. Miał nadzieję, że po wspólnej wędrówce niewierzących radykałów (zwanych początkowo „lewicą laicką”, a później „demokratami sceptykami”) i otwartych katolików ukształtuje się nowy model polskiej religijności, która przestanie być „integrystyczna”, „kontrreformacyjna” czy sarmacka, a stanie się europejska, lekko sceptyczna i doprawiona sosem teologicznej postępowości. I temu poświęcał się z ogromnym oddaniem. Dlatego, choć jego gazeta była w wielu kwestiach antyklerykalna i antykatolicka, od samego jej początku funkcjonował w niej dodatek religijny (słynna „Arka Noego”), a na jej łamach publikowali liczni duchowni (poczynając od ks. Józefa Tischnera, a na ks. Alfredzie Wierzbickim kończąc).Endeckie zagrożenie Głównym zagrożeniem dla Adama Michnika był bowiem nie tyle Kościół, ile „katolickie państwo narodu polskiego” (by posłużyć się tytułem
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze