Kulturowy spektakl mamony

Dodano: 27/02/2010 - Numer 2 (48)/2010

Naprawdę nazywa się Antonio. Tak wołają na niego jednak wyłącznie w domu. Dla mnie ma być Urumą. „Bo brzmi bardziej indiańsko” – wyjaśnia szybko. A że jest de facto Indianinem z zawodu, musi dbać o każdy szczegół. W żyłach Antonio płynie krew Indian plemienia Uru. Plemienia dziś już praktycznie zapomnianego i chyba nieistniejącego. Bo to, co robi dziś Antonio, jeden z ostatnich przedstawicieli Uru, trudno nazwać życiem zgodnym z tradycją praprzodków.Wysepki Uros na jeziorze Titicaca. Wydaje się, że czas zatrzymał się tutaj w miejscu. Pozory... Co dzień rano ten sam zestaw czynności. Modne dżinsy wędrują do szafy. Zastępują je tradycyjne, bawełniane spodnie. To samo z adidasami. Prawdziwy Indianin Uru chodzi przecież boso. Szybki rzut oka na komórkę. „Szybko. Już po szóstej!” – pogania domowników. Żona zaplata warkocze. Przygotowuje transport koców, które własnoręcznie tkała cały wczorajszy wieczór. Wszystkie równie kolorowe. Córki krzątają się po kuchni, przygotowując jedzenie na cały dzisiejszy dzień. Obojętny na to wszystko czteroletni Alex zajęty jest natomiast swoim plastikowym pistoletem. Siódma rano. Cała rodzina udaje się do portu w Puno. Motorówka już czeka. Odpalamy silnik. Rutyna. Proza życia codziennego. Po 40 minutach są w swoim drugim domu – oficjalnie jedynym. Oficjalnie, czyli według wersji dla turystów. Wyspa Uros.Totora, czyli całe życie Puno to pierwsza większa miejscowość, na którą natkniemy się, wjeżdżając do Peru od
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze