Męczennik prawdy

Już wtedy widziałem, że historia była dla niego pasją życiową, a największym autorytetem – marszałek Józef Piłsudski. Nie dziwił mnie więc jego wybór pozostania zawodowym historykiem. Był rzetelnym pracownikiem naukowym. Nigdy nie spotkałem się z sytuacją, w której by kłamał, manipulował. Równocześnie zaangażowany był także w działalność wydawnictw ukazujących się poza zasięgiem cenzury. Jak wspominał nasz wspólny przyjaciel, Wojciech Marchewczyk, redaktor naczelny podziemnego „Hutnika”, zajmował się kolportażem „bibuły” na terenie Nowej Huty i w środowiskach akademickich w Krakowie. Brał udział także w demonstracjach ulicznych, często mocno się narażając. Po 1989 r. spotykaliśmy się raczej sporadycznie. Wiedziałem jednak, że Janusz kontynuuje karierę naukową. Nasza przyjaźń odnowiła się w 2003 r., kiedy Janusz został dyrektorem krakowskiego oddziału IPN. To on mnie namawiał, bym sięgnął do akt na swój temat. Wstrzymywałem się jednak, gdyż nie chciałem wracać do tych przykrych dla mnie spraw. Poza tym, w czasie śledztwa prowadzonego w latach 1991–1995 przez prokuraturę krakowską, ówczesny szef UOP stwierdził w oficjalnym piśmie, że w sprawie mego pobicia zachowały się jedynie dwie kartki papieru. Dopiero gdy w 2005 r. pojechałem do Gdańska na uroczystości z okazji 25-lecia powstania „Solidarności” i gdy towarzyszący mi przyjaciele z Nowej Huty zaczęli opowiadać o swojej traumie wynikającej z lektury tych akt, postanowiłem zmierzyć się z tym problemem. Wystąpiłem o statut
33%
pozostało do przeczytania: 67%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.panstwo.net

W tym numerze