Hollywoodu ideologia

Poprzednie miesięczniki

Notabene, jego panegiryk na cześć Castro, w Hollywood (na razie?) wstrzymano – możemy sobie wyobrazić, jak się prezentował. W zamian ów twórca przedstawi niebawem zachwyconym, zwłaszcza Europejczykom, marksistowsko-nowocześnie zdestrukturyzowaną sylwetkę Busha („buntowniczo”, niczym „The New York Times”). A to, że ludzie w Ameryce, choć zmęczeni Irakiem, nie chcą kompletnie oglądać wytworów Hollywoodu na ten temat? Nie szkodzi. Za granicą (łącznie z Polską) wybija się je na pierwszy plan, wszyscy rozpływają się nad nimi z podziwu. Michael Moore, dziekan współczesnego pseudodokumentu, propagandy bezwstydnej i zgoła bezczelnej, może liczyć w Cannes czy innej Wenecji nie tylko na nagrody, lecz także i na 13-minutowe owacje. Jak robi się tego typu filmy, mówi jeden z fachowców: Moore, chcąc przedstawić czyjąś wypowiedź w jak najgorszym świetle, bierze siedem zdań z pięciu różnych fragmentów czyjegoś wystąpienia, dodaje scenę z zupełnie innego wystąpienia (jako audio) i zlepia je razem – mistrzowsko przedzielone, na parę sekund, np. zdjęciem. Nie on jeden. Tak dziś robi się „dokumenty”, coraz bardziej zaangażowane, zdaniem recenzentów podnoszące najważniejsze problemy społeczne itd. A Hollywood, tak dziś podupadły, niekoniecznie tylko artystycznie, może się pochwalić mistrzem przynajmniej w tej dziedzinie. Wiele tematów jest w Hollywoodzie po prostu tabu, co tamtejsi macherzy, nieco przyciśnięci, przyznają otwarcie, bez wstydu. A przecież taka polityczna poprawność aż prosiłaby
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze