Czerwiec 2008

Różnie próbowano (i próbuje się) wytłumaczyć reakcje, których dawne przykłady tu przytoczyłem. Jedne z wielu – także mniej odległych w czasie.

Mówi się, że byliśmy Ameryką zauroczeni, mit Ameryki czemuś właśnie na nas niesłychanie działał. Że chodziło o miłość (nieodwzajemnioną, pamiętajmy wszak o Jałcie) niemalże irracjonalną. A nawet, iż Ameryka jawiła się nam jako ziemia obiecana, do której rzekomo wszyscy pragnęli emigrować.

A mnie wydaje się, że to trochę nie tak. Ówcześni Polacy bystro wyczuli, że wyłącznie Ameryka może kiedykolwiek zdruzgotać potęgę Sowietów. Była jedyną nadzieją, ostatnią szansą. Jednocześnie była czymś, w naszym niedoskonałym świecie, jak...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: