I honor syty, i stolica cała

Poprzednie miesięczniki

Rymkiewicz nie ma wątpliwości, że w tamtym Sierpniu bić się należało. Bili się przecież krótko i skutecznie paryżanie. Nawet w czeskiej Pradze widziałem tablice, na których utrwalono ku pamięci przyszłych pokoleń, że w tym miejscu „Jirzi Masny padł”. Czyżby w tej powstańczej konkurencji 1944 r. miały nie wziąć udziału wnuki Wysockich i Trauguttów? Kiedy panował „piękny wiek XIX”, wiek pary i postępu, to myśmy szli do boju przy każdej nadarzającej się okazji albo i bez okazji. Dlatego w Sierpniu raz jeszcze „poszli nasi w bój bez broni”. W szerokim świecie poeta to człowiek wrażliwy, który opłakuje śmierć słowika albo Julii z Werony. Natomiast nasi poeci mają twarde serca. Ot, domagają się śmierci 200 tys. cywilów oraz ruiny miasta, by Polska trwała. „Polacy, jeśli chcieli pozostać Polakami, musieli zdecydować się na taką ofiarę”, pisze autor „Kinderszenen”. Szkoda ludzi? Nie szkoda, gdyż „życie jest masakrą”. Każdy z nas i tak umrze, więc nie należy się kłócić o te „głupie” kilkadziesiąt lat ludzkiego życia. Uwodzony urodą Rymkiewiczowskiej frazy oraz wspólnotą emocji względem niemieckiego okupanta, uwieść się jednak nie dałem. Z kilku powodów. Najpierw dlatego, że powstanie nie jest dla mnie wyzwaniem jedynie intelektualnym, ale zwyczajnie egzystencjalnym. Niewiele brakowało bowiem, by mnie nie było. Jestem synem kobiety, która w Sierpniu miała kilkanaście lat i w której planach była matura na kompletach, a nie „masakra” na barykadach. Dzięki opiece Przenajświętszej
     
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze