Każdy w swoim piekle?

Nierzeczywistość

Wystarczy przemyć twarz w zimnej wodzie, żeby odleciały te mary. Można by więc odnieść się do nich pobłażliwie, bo przecież każdy przeciętnie rozgarnięty osobnik widzi, że jest zupełnie inaczej, a niekiedy wręcz przeciwnie, niż głoszą trąby jerychońskie. Można zareagować koncyliacyjnie: mamy demokrację, każdemu wolno wypowiadać swoją opinię, a demagogiczne naddatki i emocjonalne przejaskrawienia pochodzą po większej części z niedojrzałości wolnych mediów. Odreagowują one kagańcowe dziesięciolecia, a młódź w publikatorach, tamtych czasów nieświadoma, wciąż upaja się swą pierwszoplanową rolą w publicznym spektaklu.

Francisco Goya Lucientes, Kaprysy MIREN QUE GRABES! Niech widzą, jacy jesteśmy

Pomyłka. To nie jest ani burza w szklance wody, ani dziecięca choroba ludzi ekranu, mikrofonu i laptopa. Wolność słowa i wolność mediów – tak cenne dobra demokracji – w dzisiejszym świecie wymagają obrony nie tylko przed nagą siłą, ale i przed mitami. Często wolność słowa staje się dzisiaj przykrywką dla cynicznej samowoli reklamy i handlu, a wolność mediów czapką niewidką dla potężnych ośrodków sterowania. Wolę w tej sprawie polegać na opinii fachowca, b. premiera Leszka Millera, gdy ostatnio w wypowiedzi prasowej bez niepotrzebnych uzasadnień kojarzy media z grupami interesów. Ilu dziennikarzy rozumie, że wolność to prawdziwa informacja, obiektywny komentarz, lojalność wobec odbiorcy, kompetentna wiedza?

Dla propagandy politycznej nastały czasy triumfu. W studiach i redakcjach przetrwało wiele peerelowskich sposobów ukazywania świata a to w czarno-białym kontraście, a to w kolorach tęczy. Do tego dochodzą środki manipulacyjne „aksamitnego totalitaryzmu”, cały arsenał perfidii. Zwykły człowiek w wolnym kraju jest bez ustanku narażony na dyskurs polityczny przeładowany chamstwem i agresją, nastrojem nienawiści i klęski. Jak w PRL – jest wpędzany w lęki i frustracje, w poczucie...
[pozostało do przeczytania 88% tekstu]
Dostęp do artykułów: