Człowiek selekcjonowany

Poprzednie miesięczniki

Rzecz w tym, że zdaniem wielu badaczy tego typu regulacje mogą przynieść nieoczekiwane, negatywne następstwa. Według Josephine Qintavalle, normy, według których embrion „nadaje się do życia”, będą stale modyfikowane. Wkrótce, wraz z rozwojem genetyki, liczba dyskwalifikujących genów może wzrosnąć do kilkuset, a za zbyt wysokie ryzyko rozwoju choroby może zostać uznany 30-procentowy próg wystąpienia genu, za każdym razem bowiem, gdy człowiek zaczyna się bawić w Boga, poszerza swój zakres ingerencji. Z kolei Ruth Dech z HFAE porównuje omawianą technikę do naturalnego poronienia, do którego dochodzi nader często, kiedy płód nosi uszkodzone geny. Dlatego, jej zdaniem, selekcjonowanie embrionów to tylko danie rodzicom możliwości wyboru. Tyle tylko, że w takim przypadku o życiu lub śmierci nie decydują procesy biologiczne, ale człowiek. Według przeciwników to prosta droga do eugeniki, do sztucznego wpływania na rozrodczość w taki sposób, by pozwolić żyć jedynie ludziom spełniającym pewien wzorzec doskonałości. Eugenika nie kojarzy się dobrze, czemu trudno się dziwić. Była stosowana w III Rzeszy, gdzie zaczęto od eliminowania dzieci obciążonych wadami genetycznymi i innymi wadami wrodzonymi. Powstał wówczas system selekcjonowania noworodków, uzupełniony przez izolowanie i eksterminowanie chorych i niepełnosprawnych w późniejszym wieku, a także przymusowe sterylizacje tych ludzi, u których stwierdzono wystąpienie chorób dziedzicznych oraz psychicznych. Według Davida Kinga tego
     
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze