Panie Tym, odpuść pan!

Poprzednie miesięczniki

Tu się głęboko myli. To właśnie „Rejs” był śmiesznym filmem i niczym więcej, choć na nieuważnym widzu sprawia wrażenie jakiejś nieuchwytnej głębi – jak się zdaje, Marek Piwowski wiele zawdzięcza tu cenzurze, która tak mu pochlastała przedstawione dzieło, że poszczególne sceny zawisły w absurdzie, pozostawiając pole do dowolnych interpretacji. Arcydziełem zaś jest właśnie „Miś”. Powtórzę, to zabawna sprawa, że Tym, który zagrał w tym filmie główną rolę, i wiele do niego wniósł, do dziś nie rozumie, co takiego współtworzył. Wielkość „Misia”, wbrew temu, co w kółko się o tym filmie powtarza – i sam Tym żywi chyba to samo przekonanie – nie bierze się z wykpiwania „absurdów peerelu”. Nie chodzi o to, że w knajpie sztućce i talerze są przytwierdzone do stołów, że baba w kiosku sprzedaje spod lady mięso, z każdego kranu płynie rdzawa breja, a rozbezczelnieni robole zamiast pracować domagają się, by im stawiać gorzałę. To tło. Tym, co w „Misiu” – i wcześniejszym „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” – najważniejsze, jest obraz społeczeństwa, które, poddane totalnemu kłamstwu, oddychające tym kłamstwem, zatrute nim, kupiło je i uznało za regułę rządzącą światem. Poza pojawiającym się w epizodzie londyńskim emigrantem, nie ma w tym filmie ani jednego uczciwego człowieka. Wszyscy łżą, wszyscy coś udają, wszyscy kombinują i usiłują manipulować innymi. „Miś” jest czymś podobnym, jak „Moskwa – Pietuszki” Jerofiejewa. Tam mamy z pozoru śmieszny do łez obraz ruskiego tremensa, z pijackim
     
40%
pozostało do przeczytania: 60%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze