EURO - nasz interes

Poprzednie miesięczniki

Bariera oddzielająca złotego od euro jest też barierą kredytu. W chwili obecnej polski przedsiębiorca skazany jest na kredyt w banku działającym na polskim rynku. Jest on o tyle droższy od zachodniego, o ile słabsza jest nasza gospodarka od tamtejszej, i to się prędko nie zmieni. W tej sytuacji polski przedsiębiorca jest upośledzony w stosunku do europejskiego nie tylko przy wchodzeniu na obcy rynek, ale także na rynku własnym – bo wchodzące do Polski oddziały wielkich korporacji de facto korzystają z tańszego kredytu w krajach macierzystych. Wszystko to wynika z faktu, że do wspólnej waluty dochodzimy z pozycji gospodarki rozwijającej się, mniej nowoczesnej i mniej konkurencyjnej od tych, które współtworzyły unię monetarną. To stawia nas w innej zupełnie sytuacji niż na przykład Wielką Brytanię, która z obszarem euro konkurować może jak równy z równym i nie oczekuje z jego strony impulsów modernizacyjnych. Co więcej, w chwili obecnej, wstrzymując spełnianie wymogów wspólnej waluty, rozwlekamy w nieskończoność właśnie ten najtrudniejszy dla naszej gospodarki okres, kiedy już wiadomo, że wspólną walutę przyjmiemy – bo zobowiązaliśmy się do tego w międzynarodowych umowach – a nie jesteśmy w stanie podać konkretnej daty. Skąd niechęć polskich polityków do jej podania? Odrzućmy gładkie słówka o „pragmatyzmie”, który w tym kontekście oznacza raczej kunktatorstwo, albo argument o „czekaniu, aż Polska będzie do tej operacji gotowa”. Argument ten jest w znacznym stopniu demagogią i
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze