Bezludna wyspa

Poprzednie miesięczniki

Pani Hania: Chcę poruszyć sprawę piłki, która wpadła przez ogrodzenie do strzeżonego ogródka w Juracie, przez co w kraju podniesiono alarm, a szef ochrony stracił robotę. Pani Zyta: Bywa! Bramkarz, który puści gola, też wylatuje z reprezentacji. Pan Tadeusz: Poza tym żyjemy w stanie zagrożenia antyterrorystycznego. Nigdy nie wiadomo, co może być w takiej piłce... Pan Lech: I kto w nią nadmuchał?! Pan Andrzej: Słyszałem, że na pewnych mistrzostwach świata chciano podrzucić piłkę napompowaną bakteriami wąglika. Była tak skonstruowana, że miała wybuchnąć po znalezieniu się w bramce. Pan Tadeusz: I nie wybuchła? Pan Andrzej: Na szczęście do przerwy był wynik zero, zero. Pani Zyta: A po przerwie? Pan Andrzej: Ktoś ukradł piłkę... Podjęta przez panią Ninę próba nawrotu do historii spotkała się z kontrą Bankomatki... Pani Hania: Ale po co wracać? Z punktu widzenia teraźniejszości nie jest ważne, czy ktoś miał babcię w Wehrmachcie albo wzorzec moralny w Waffen SS. Stwierdzenie wywołało małe zamieszanie, które opanowała pani Nina, zwracając uwagę na pieczyste. Pan Lech: A co to jest? Wieprzowina czy cielęcina? Pan Andrzej: Strusina. A strusie na te kotlety pochodzą z mojej hodowli... Pan Tadeusz: Przepraszam, ale jako człowiek starej daty, pamiętający czasy, kiedy strusich piór używały jedynie tancerki w rewii, muszę zapytać – czy to ptactwo łatwo się hoduje? Pan Andrzej: Bardzo łatwo, ale najłatwiejsze są żniwa. Puszcza się ptaki na plażę, rzuca świecę dymną, a jak się strusie
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze