Sportu magia

Poprzednie miesięczniki

Wygrał m.in. z najlepszym, moim zdaniem, graczem w dziejach tego sportu Australijczykiem Kenem Rosewallem, o którym będzie jeszcze mowa. Skoneckiego przywrócono do łask, owszem, ale wielkich artykułów ukazujących całość jego dokonań – nie było. Za to ja pozbierałem zewsząd szczątkowe informacje i opisałem je w „dzienniczku prasowym”, jaki polecono nam w szkole prowadzić – zamiast najnowszych, imponujących statystyk w przetopie surówki. Skonecki nie imponował ani serwisem, ani siłą uderzeń, ale jego umiejętności techniczne były niezwykłej miary. Ludzie to wiedzieli, pamiętali. Wróciliśmy do gry w Pucharze Davisa i były to w Warszawie doprawdy wielkie wydarzenia. Mecz z Chile na Torwarze (korty Legii w remoncie). Skonecki walczy z 10 tenisistą świata, Ayalą. Jego gra mogła doprowadzić do szału – po uderzeniach genialnych następowały proste błędy. Ale wygrał, a widowisko było najprzedniejszej klasy. Najsłynniejszy – z krótkiego okresu powrotu Skoneckiego na nasze korty – był mecz z Meksykiem na Legii. Kraj ten był w światowej czołówce, miał świetnych graczy Llamasa i Contrerasa, ale i my dochowaliśmy się nowego, całkiem dobrego zawodnika – Licisa. O wyniku jednak decydował oczywiście Skonecki. Trudno wręcz opisać atmosferę na kortach – na tarasie domku klubowego cała warszawska elita. To była impreza, na której nie wypadało wręcz nie być. Było to jedno z najbardziej emocjonujących przeżyć sportowych, jakie dane mi było przeżyć, stąd pamięć o wszystkich szczegółach. No i
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze