Tylko się wypisz

Poprzednie miesięczniki

Nie pamiętam, kiedy wieść o powstaniu SW do mnie dotarła. Wydaje mi się, że raczej późno, dopiero na Rakowieckiej, czyli w 1983 r. Ucieszyłem się. W warunkach stanu wojennego, gdy niemożliwe były zebrania, na których przedstawiano różne opcje, a kierunki polityki związku ustalało się większością głosów, zachowanie demokracji wymagało powołania przez każdą z tych opcji odrębnej struktury, by społeczeństwo miało jakąkolwiek możliwość wyboru. Przymiotnik „walcząca” sugerował, że jest to alternatywa dla polityki TKK, która wiedziona nieomylnym „instynktem”, zmierzała prostą drogą do Okrągłego Stołu i „grubej kreski”. Po wyjściu z więzienia w 1985 r. na propozycję wstąpienia do SW odpowiedziałem: „Jeżeli jesteście walczącą frakcją »Solidarności«, to nie muszę się zapisywać, bo po prostu u was jestem”. „Nie – powiedział Wojtek. – SW nie jest frakcją NSZZ »Solidarność«. SW jest prawicową partią polityczną”. Nie wstąpiłem do SW. Wprawdzie statut nie zabraniał jednoczesnego członkostwa w „Solidarności” i w partiach politycznych, to jednak uważałem, że jako członek Komisji Krajowej, czyli najwyższych władz „Solidarności”, nie powinienem wiązać się z inną organizacją. Moim obowiązkiem było pilnowanie tożsamości i polityki NSZZ „Solidarność”. Tym bardziej, że moje przystąpienie do SW ugruntowałoby powszechne mylne przekonanie, że jest ona strukturą „Solidarności”, bardziej radykalną niż TKK. Propozycja wstąpienia do SW przypomniała mi inne zdarzenie. Niedługo po wyjściu z więzienia
     
26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze