Dwa lata, jak dla brata

Poprzednie miesięczniki

Wizerunek prezydentury jest zły, choć jej dokonania są lepsze niż ich odbiór. W II turze wyborów (23 października 2005 r.) na Lecha Kaczyńskiego głosowało 54,5 proc. Polaków. W styczniu 2006 r. nadal 39 proc. ankietowanych dobrze oceniało tę prezydenturę, źle tylko 16 proc. Ale już w marcu ub.r. obie linie przecięły się na wysokości 40 proc. Dziś większość z dnia wyborów została roztrwoniona – tylko 29 proc. Polaków jest zadowolonych z prezydenta. 58 proc. mówi, że źle wykonuje swoje obowiązki. Dla porównania, np. Bush ma tak niskie notowania dopiero pod koniec drugiej kadencji i po przegranej wojnie z bin Ladenem. Kaczyński żadnej wojny nie przegrał. Czym zatem zawiódł wyborców? Nad tym będzie się głowił Kamiński w gronie zaufanych ekspertów. Jak na dłoni widać, że prezydent znalazł się w pułapce podwójnego zwycięstwa wyborczego. Nasza prezydentura żywi się słabościami rządu. „Szorstka przyjaźń” Kwaśniewskiego z Millerem służyła prezydentowi. Dziś wszystkie słabości rządu (także cena za koalicję z Lepperem) idą na rachunek prezydenta. Nie ma potrzeby, by Lech odciął się od Jarosława. Rozwiązaniem są przedterminowe wybory. „Lech Kaczyński to długodystansowiec ze słabym startem” – mówi Bielan. Skoro tak, to nie wystarczy rok, jaki dzieli wybory parlamentarne od wyborów prezydenckich. Kamiński może zapytać premiera, co dla niego jest ważniejsze – rząd czy prezydentura? I usłyszy, że prezydentura, bo tylko ona daje gwarancję udziału w polskiej polityce aż po 2015 r. I ma ona tę
     
27%
pozostało do przeczytania: 73%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze